-
Alison, Laura
przyszła! – krzyknęła mama.
-
Już idę.
Niemalże
z prędkością światła zbiegłam ze schodów, po czym otworzyłam Laurze drzwi.
-
Hej, Laura! –
krzyknęłam i dosłownie rzuciłam się przyjaciółce w ramiona.
-
Hej – odpowiedziała
Laura i poklepała mnie po plecach.
Poszłyśmy
do mojego pokoju. Pokazałam jej nowe zabawki, które dostałam na ósme urodziny.
Wśród nich były nowe pet shopy.
-
Ale fajne –
powiedziała Laura z zachwytem w głosie.
-
Wiem.
Nagle
do mojego pokoju weszła obca dziewczynka.
-
Pani Iris mi
powiedziała, że cię tutaj znajdę – zwróciła się do Laury.
-
Ali, to jest
Iga – Iga mieszka na mojej ulicy. Iga, to jest Alison – moja przyjaciółka.
Iga wzięła do ręki
jednego z moich pet shopów.
-
Śliczny –
powiedziała, po czym zaczęła z nim uciekać.
-
Mamo, jakaś
dziewczynka mi ukradła pet shopa! – krzyknęłam. – pomóż mi ją gonić.
-
Ale o co chodzi? –
mama nie wiedziała co się dzieje.
Postanowiłam
gonić Igę sama. Znaczy z Laurą. W sensie, że nie wciągać w to dorosłych.
Złodziejka schowała się do swojego domu, ale Laura do niego weszła i zabrała
jej mojego pet shopa.
-
Dzięki, Laura –
powiedziałam, po czym przytuliłam się do przyjaciółki. Następnie wróciłyśmy do
mojego domu i kontynuowałyśmy oglądanie moich nowych zabawek i dyskutowanie o
nich.
***
Pewnego
zimowego dnia wybrałyśmy się z Laurą na spacer. Od pewnego czasu dokuczała nam banda czterech starszych od nas o kilka lat chłopców. Rozmawiałyśmy o nich i ciągnęłyśmy się nawzajem na sankach. Udałyśmy się na poszukiwanie nowych uliczek w naszej okolicy. Szybko znalazłyśmy uliczkę, na której nigdy dotąd nie byłyśmy. Było przy niej kilka domów i dwie działki. Była zakończona tak, jak większość uliczek w okolicy - polem. Po środku pola odkryłyśmy wspaniałą górkę z
której zjeżdżałyśmy na sankach. Nagle, niewiadomo skąd pojawili się na niej czterej dokuczający nam chłopcy..
-
To nasza górka –
powiedział najwyższy z nich.
-
Nieprawda – odgryzła
się Laura. – Ona jest niczyja.
-
Jest nasza – poparł
tego najwyższego jego kolega. – nasza paczka zawsze się tu spotyka.
-
Cóż, od teraz już
nie jest wasza – powiedziałam.
-
Przejmujemy ją –
dodała Laura.
-
To ją sobie
wywalczcie.
Zaczęli
nas obrzucać lodem, śnieżkami i bić nas butelkami. I to nie butelkami
plastikowymi, tylko szklanymi. Łzy nam leciały po policzkach z bólu, ale
kopałyśmy ich na oślep. Była ich czwórka. Mieli nad nami przewagę zarówno
liczebną jak i pod względem ilości i jakości amunicji. I byli chłopakami. Jednak chciałyśmy zrobić wszystko, by zapamiętali,
że z nami nie wolno zadzierać. Użyłyśmy więc typowej dziewczęcej broni:
paznokci. Zaczęłyśmy ich drapać po rękach i wbijać im w przeguby paznokcie.
Zaczęli powoli odpuszczać. Miałyśmy
liczne zadrapania, siniaki, stłuczenia, a nawet kilka ran, z których leciała
nam krew. Zdecydowałyśmy, że odniesiemy sanki do domu i wrócimy tam z bratem
Laury, który jest od nas starszy i mógłby nam pomóc dać chuliganom nauczkę.
Jednak zanim zdążyłyśmy dojść do domu Laury, spotkałyśmy jej mamę, która
właśnie jechała na zakupy.
-
Co wam się stało? –
zapytała.
-
Zaatakowali nas
chłopcy – powiedziałam.
-
I pobili nas
szklanymi butelkami i poobrzucali lodem i kamieniami.
-
Gdzie oni są? –
zapytała ciocia Iris.
-
Zaprowadzimy cię tam
– odpowiedziała Laura.
Pojechałyśmy z nią
samochodem na uliczkę, koło owej góry. Mama Laury zaparkowała samochód przy
zboczu górki i wysiadła z pojazdu wściekła.
-
To oni? – zapytała
pokazując na chłopców.
Przytaknęłyśmy.
-
Co wy sobie
wyobrażacie?! – krzyknęła. – Jak mogliście zaatakować moje dziewczynki? Jest
was czwórka, macie butelki i jesteście chłopakami. A one są dwie i są
bezbronnymi dziewczynkami. Dziewczynki – zwróciła się do nas – teraz wam zaraz
pokażę, jak macie się rozprawić z
takimi jak oni.
Mama Laury
podeszła do pierwszego z chłopców i kopnęła go w piszczel. Chwycił się za nogę
i upadł na ziemię. Ciocia Iris wykorzystała to, że on leży i natarła go
śniegiem. Z pozostałą trójką zrobiła praktycznie to samo.
-
Przyjemnie wam
teraz? – zapytała. – Fajnie, jak ktoś silniejszy was bije?
-
Ni ... ni ...
n-nieee – wyjąkał jeden z chłopców.
-
No właśnie, a wy je
zaatakowaliście tylko dlatego, bo chciały pozjeżdżać na sankach z górki, na
której się często spotykacie. Mam nadzieję, że od teraz jak te dwie dziewczynki
będą tutaj przebywały, wy nie będziecie nawet na pięć metrów podchodzili do tej
górki. Dziewczynki, idziemy.
Wsiadłyśmy
do samochodu.
-
Pamiętajcie, jak ktoś was bije, oddajcie mu. Zróbcie
wszystko, by wiedział, że z wami się nie zadziera – powiedziała mama Laury. –
Jak bijecie się z dziewczyną, oddajcie jej trzy razy mocniej, a jak z
chłopakiem, to pięć. Pamiętajcie, że żaden chłopak nie ma prawa was bić. A
jeśli spróbuje, to mu oddajcie lub pójdźcie po kogoś starszego. Jak chłopcy
zaczynają od drobnych bijatyk z dziewczynkami, to potem zazwyczaj wyrastają na damskich
bokserów.
-
Dziękujemy za pomoc
– powiedziałam.
-
Nie ma za co –
odparła ciocia Iris. – Jak chcesz, Alison – to możesz do nas teraz przyjść na
ciasto.
-
Z przyjemnością –
odpowiedziałam.
Po tamtym wydarzeniu widziałyśmy tych chłopców tylko kilka razy. Gdy tylko nas widzieli, uciekali z wrzaskiem, a my się śmiałyśmy, tańczyłyśmy i śpiewałyśmy:
Boi-dudki, boi-dudki! Hop, hop, hop.
Boi-dudki, boi-dudki! Hop, hop, hop.
Czterech dużych chłopców dziewczynki zaczepiało,
Dziewczynki były małe i przed nimi uciekały.
Ale nasi chłopcy ciągle je gonili,
A gdy je dogonili, wyciągnęli butelki i je pobili.
Dziewczynki były małe i nie miały z nimi szans.
Lecz dzielnie walczyły,
i się chłopców nie bały.
Nagle przyszła mama i na chłopców nakrzyczała.
Potem im oddała za małe dziewczynki.
Od tej pory chłopcy dziewczynek się bali,
Od tej pory chłopcy dziewczynek się bali,
I gdy je widzieli, to szybko zwiewali!
Boi-dudki, boi-dudki! Hop, hop, hop.
Boi-dudki, boi-dudki! Hop, hop, hop.
Od tamtej pory tamci chłopcy już nigdy nam nie dokuczali, a górkę na której miała miejsce nasza mała bitwa z chłopakami odtąd była przez nas nazywana Górą Śmierci, pomimo tego, że skończyło się na siniakach, stłuczeniach, zadrapaniach i przemoczonych śniegiem ubraniach.
Super! Czekam na dalsze części!
OdpowiedzUsuń