Była sobie dziewczynka mała,
Na imię Laura miała.
Pewnego dnia się przeprowadziła,
I bardzo samotna była.
Nikogo w nowym mieście nie miała,
Nikogo w nim nie znała.
Gdy jechała po drodze na rowerze,
Nagle krzyknęła : "Oczom swym nie wierzę!"
Inna dziewczynka też nikogo nie miała.
Więc Laura szybko do niej podjechała.
Zdziwiona dziewczynka uciekała,
A Laura coraz szybciej jechała.
Szybko dziewczynkę dogoniła,
I od tej pory tylko z nią się bawiła.
Dziewczynki zostały przyjaciółkami,
A ich przyjaźń trwa już latami!
- Alison.
Wszystkich, którzy słuchają metalu i rocka zapraszam do polubienia
-> https://www.facebook.com/OurDefinition?fref=ts
sobota, 27 września 2014
wtorek, 2 września 2014
Rozdział III
Tego dnia bardzo się nudziłam. Postanowiłam więc pójść do Laury. Razem postanowiłyśmy
pójść na pobliski plac zabaw. Podczas, gdy huśtałyśmy się na huśtawkach,
podeszły do nas dwie dziewczynki.
-
To nasze huśtawki –
powiedziała jedna z nich.
-
Ten plac zabaw jest
publiczny, one są niczyje.
-
Ale my jesteśmy
starsze – powiedziała jedna z nich. – Chodzimy do piątej klasy, a wy najwyżej
do trzeciej.
-
Nieprawda, nie
chodzicie do piątej klasy – powiedziała Laura.
-
Chodzimy.
-
Nie chodzicie! –
krzyknęłam.
-
Chodzimy.
-
Nie chodzicie.
-
Chodzimy. Jak nie
przestaniecie podważać tego co mówimy, to was zepchniemy z tych huśtawek.
-
Grożenie jest
karalne – powiedziałam. – Mój wujek jest policjantem, mam go na szybkim wybieraniu.
-
Kłamiesz! –
zarzuciła mi jedna z nich.
-
Nie kłamie – Laura
mnie poparła. Wiedziała, że mówię prawdę.
-
Jak będziecie nam
groziły, to do niego zadzwonię – powiedziałam.
-
Spadamy stąd –
powiedziała jedna z tych dziewczynek. – Jeszcze się zarazimy od nich głupotą.
- Odezwały się szlamy - powiedziałam z pogardą.
- Jakie szlamy? Przecież to są mugolki - Laura rzuciła im wyzywające spojrzenie.
Dwie dziewczynki popatrzyły się na nas jak na idiotki. Na goły rzut oka było widać, że nie
zrozumiały ani słowa z naszego Potterowego slangu.Po chwili obie odeszły z placu zabaw.
Przybiłam Laurze piątkę.
- Idiotki – stwierdziłam.
- Tak.
- Z nami się nie zadziera, bo potrafimy obrazić innych ludzi w sposób, którego nawet nie zrozumieją.
- Nie są w piątej klasie - powiedziała Laura.
- Wiem
***
Trzy miesiące po incydencie na placu zabaw spadł pierwszy śnieg. Przyszłam do Laury późnym popołudniem. Na podwórku było zimno i bardzo, ale to bardzo ciemno. Jednak ciągnęło mnie na dwór. Chciałam zbudować igloo. Od zawsze o tym marzyłam.
- Zbudujmy igloo – zaproponowałam. – Wiem, że na dworze jest już ciemno, ale zawsze chciałam zbudować igloo ...
- Dobrze. Śnieg jest idealny.
Wyszłyśmy
z Laurą na dwór i zaczęłyśmy budować ścianki igloo na ogrodzie przed domem
mojej przyjaciółki, gdy nagle zobaczyłam jakąś postać ubraną na czarno,
przebiegającą przez ogród sąsiadów.
-
Laura, ktoś tam jest
– szepnęłam i pokazałam palcem na ogród sąsiadów.
-
Gdzie? Nikogo nie
widzę...
-
Ja teraz już też
nie. Może ktoś tam się włamał?
-
Nie, nie sadzę.
Jak gdyby nigdy
nic powróciłyśmy do budowania igloo. Budowałyśmy je przez pół godziny i prawie je skończyłyśmy, gdy nagle mama Laury postanowiła wypuścić Wąchacza na dwór, żeby sobie pobiegał po śniegu i zaczął biec w stronę swojej pani przy okazji niszcząc nasze dzieło. Zrezygnowane poszłyśmy do domu na ciepłe kakao. Postanowiłyśmy zbudować igloo ponownie za kilka dni. Zostałam u Laury na noc. Spokojnie spałam po drugiej stronie łóżka Laury, gdy nagle zrobiło mi się zimno i się obudziłam. Laura zabrała mi całą kołdrę i owinęła się nią. Próbowałam jej ją wyrwać, ale bezskutecznie. Dygotałam z zimna. Gdy doszłam do wniosku, że już gorzej być nie może poczułam kopnięcie i wylądowałam na ziemi, a Laura zajęła całe łóżko. Próbowałam ją przesunąć, ale byłam zbyt zmęczona i nie miałam siły. Potem próbowałam ją obudzić, ale miała bardzo mocny sen. Podsunęłam więc dywan pod łóżko, zwinęłam się na nim w kłębek i zasnęłam.
Następnego dnia rano obudził mnie krzyk mamy Laury:
- Laura, skopałaś Alison z łóżka!
- Przecież nie zrobiłam tego specjalnie - próbowała bronić się Laura.
- Spałaś przez całą noc na ziemi? - zwróciła się do mnie mama Laury.
- Nie, tylko coś około trzech godzin - odpowiedziałam.
Nagle do pokoju Laury przyszedł jej starszy brat - K.K.
- Nie uwierzycie co się stało! - krzyknął. - Właśnie się dowiedziałem, że wczoraj wieczorem w domu
sąsiadów było włamanie ...
Wymieniłyśmy z Laurą znaczące spojrzenia. Byłyśmy poniekąd świadkami włamania i nic z tym nie zrobiłyśmy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)