Tego dnia bardzo się nudziłam. Postanowiłam więc pójść do Laury. Razem postanowiłyśmy
pójść na pobliski plac zabaw. Podczas, gdy huśtałyśmy się na huśtawkach,
podeszły do nas dwie dziewczynki.
-
To nasze huśtawki –
powiedziała jedna z nich.
-
Ten plac zabaw jest
publiczny, one są niczyje.
-
Ale my jesteśmy
starsze – powiedziała jedna z nich. – Chodzimy do piątej klasy, a wy najwyżej
do trzeciej.
-
Nieprawda, nie
chodzicie do piątej klasy – powiedziała Laura.
-
Chodzimy.
-
Nie chodzicie! –
krzyknęłam.
-
Chodzimy.
-
Nie chodzicie.
-
Chodzimy. Jak nie
przestaniecie podważać tego co mówimy, to was zepchniemy z tych huśtawek.
-
Grożenie jest
karalne – powiedziałam. – Mój wujek jest policjantem, mam go na szybkim wybieraniu.
-
Kłamiesz! –
zarzuciła mi jedna z nich.
-
Nie kłamie – Laura
mnie poparła. Wiedziała, że mówię prawdę.
-
Jak będziecie nam
groziły, to do niego zadzwonię – powiedziałam.
-
Spadamy stąd –
powiedziała jedna z tych dziewczynek. – Jeszcze się zarazimy od nich głupotą.
- Odezwały się szlamy - powiedziałam z pogardą.
- Jakie szlamy? Przecież to są mugolki - Laura rzuciła im wyzywające spojrzenie.
Dwie dziewczynki popatrzyły się na nas jak na idiotki. Na goły rzut oka było widać, że nie
zrozumiały ani słowa z naszego Potterowego slangu.Po chwili obie odeszły z placu zabaw.
Przybiłam Laurze piątkę.
- Idiotki – stwierdziłam.
- Tak.
- Z nami się nie zadziera, bo potrafimy obrazić innych ludzi w sposób, którego nawet nie zrozumieją.
- Nie są w piątej klasie - powiedziała Laura.
- Wiem
***
Trzy miesiące po incydencie na placu zabaw spadł pierwszy śnieg. Przyszłam do Laury późnym popołudniem. Na podwórku było zimno i bardzo, ale to bardzo ciemno. Jednak ciągnęło mnie na dwór. Chciałam zbudować igloo. Od zawsze o tym marzyłam.
- Zbudujmy igloo – zaproponowałam. – Wiem, że na dworze jest już ciemno, ale zawsze chciałam zbudować igloo ...
- Dobrze. Śnieg jest idealny.
Wyszłyśmy
z Laurą na dwór i zaczęłyśmy budować ścianki igloo na ogrodzie przed domem
mojej przyjaciółki, gdy nagle zobaczyłam jakąś postać ubraną na czarno,
przebiegającą przez ogród sąsiadów.
-
Laura, ktoś tam jest
– szepnęłam i pokazałam palcem na ogród sąsiadów.
-
Gdzie? Nikogo nie
widzę...
-
Ja teraz już też
nie. Może ktoś tam się włamał?
-
Nie, nie sadzę.
Jak gdyby nigdy
nic powróciłyśmy do budowania igloo. Budowałyśmy je przez pół godziny i prawie je skończyłyśmy, gdy nagle mama Laury postanowiła wypuścić Wąchacza na dwór, żeby sobie pobiegał po śniegu i zaczął biec w stronę swojej pani przy okazji niszcząc nasze dzieło. Zrezygnowane poszłyśmy do domu na ciepłe kakao. Postanowiłyśmy zbudować igloo ponownie za kilka dni. Zostałam u Laury na noc. Spokojnie spałam po drugiej stronie łóżka Laury, gdy nagle zrobiło mi się zimno i się obudziłam. Laura zabrała mi całą kołdrę i owinęła się nią. Próbowałam jej ją wyrwać, ale bezskutecznie. Dygotałam z zimna. Gdy doszłam do wniosku, że już gorzej być nie może poczułam kopnięcie i wylądowałam na ziemi, a Laura zajęła całe łóżko. Próbowałam ją przesunąć, ale byłam zbyt zmęczona i nie miałam siły. Potem próbowałam ją obudzić, ale miała bardzo mocny sen. Podsunęłam więc dywan pod łóżko, zwinęłam się na nim w kłębek i zasnęłam.
Następnego dnia rano obudził mnie krzyk mamy Laury:
- Laura, skopałaś Alison z łóżka!
- Przecież nie zrobiłam tego specjalnie - próbowała bronić się Laura.
- Spałaś przez całą noc na ziemi? - zwróciła się do mnie mama Laury.
- Nie, tylko coś około trzech godzin - odpowiedziałam.
Nagle do pokoju Laury przyszedł jej starszy brat - K.K.
- Nie uwierzycie co się stało! - krzyknął. - Właśnie się dowiedziałem, że wczoraj wieczorem w domu
sąsiadów było włamanie ...
Wymieniłyśmy z Laurą znaczące spojrzenia. Byłyśmy poniekąd świadkami włamania i nic z tym nie zrobiłyśmy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz