czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział I


Pewnego dnia,  siedziałam w salonie i czytałam książkę, gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Odłożyłam książkę i pobiegłam je otworzyć. Za drzwiami była Laura. Nie była jednak sama. Trzymała na rękach szczeniaczka. Był to śliczny ratlerek. Wpuściłam ich do domu. Laura położyła szczeniaka na podłodze w gabinecie i zaczęła go głaskać.
- Mamusia mi go właśnie kupiła - szepnęła podekscytowana Laura. - Śliczny, prawda?
- W życiu nie widziałam śliczniejszego szczeniaczka - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Co prawda nie miałam zbyt wielkiego porównania, bo dotąd widziałam tylko kilka szczeniaczków, ale to nie zmienia faktu, że ten mnie zachwycił.
- Jak się wabi? - zapytałam.
- Jeszcze nie ma imienia - odparła Laura. - Masz jakiś pomysł?
- Może Wąchacz - odpowiedziałam. - Tak czasem nazywano Syriusza w Harrym Potterze.
- Dobry pomysł - Laura się do mnie szeroko uśmiechnęła. - Niech będzie Wąchacz.
*
Kilka tygodni później poszłyśmy z Wąchaczem na spacer na pole. Nagle podszedł do nas jakiś chłopak.
- Jak się wabi? - zapytał.
- Wąchacz.
- Wąchacz?
- Tak, Wąchacz. Coś nie pasuje?
- Skąd wytrzasnęłyście to imię?
- Z Harry'ego Pottera.
- Powinien się nazywać Glizdogon. Przypomina bardziej szczura niż psa.
- No chyba ty.
Laura chciała wziąć Wąchacza na ręce, ale nagle zorientowała się, że go nigdzie nie ma.
- O nie! - powiedziała. - Wąchacz gdzieś uciekł.
Chłopak uśmiechnął się drwiąco i sobie poszedł.
Laura miała rację, nigdzie  nie było Wąchacza. Zaczęłyśmy go szukać po całym polu. Był wtedy maleńki, a trawa bardzo wysoka, więc to zadanie nie należało do najłatwiejszych. Znalazłyśmy go po dziesięciu minutach poszukiwań. Spał skulony na trawie. Laura wzięła go na ręce, a następnie wsadziła pod bluzę.
- Jest przemarznięty - wyjaśniła. - Musi się ogrzać.
- Wracajmy już powoli do domu - zaproponowałam.
- Jestem za - poparła mnie Laura.
Byłyśmy dosyć daleko od domu i wiedziałyśmy, że dojście do niego zajmie nam dużo czasu. Szłyśmy jednak powoli. Po niedługim czasie zmęczyłyśmy się trochę, więc postanowiłyśmy usiąść na murku. Rozmawiałyśmy w najlepsze, gdy nagle moją uwagę przyciągnął dach jednego z domów. Albo raczej chłopak znajdujący się na niedokończonym dachu jednego z dopiero budowanych domów. Był to ten sam chłopak, który przezywał Wąchacza od szczurów.
Nagle ten chłopak zaczął rzucać we mnie i w Laurę cegłami. Robiłyśmy uniki. Zazwyczaj cegły trafiały kilka metrów od nas, ale ostatnia z cegieł wylądowała centymetr od stopy Laury.
- Prawie mnie trafiłeś, ty idioto! - krzyknęła Laura.
Chłopak najwidoczniej zdał sobie sprawę z powagi tej sytuacji, więc krzyknął słowo " szczur" na pożegnanie i uciekł.



- Alison

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz